**Harry**
*Skupiłem swój wzrok na workach na śmieci i stercie ubrań. Poruszyła się.*
- O kuźwa.- wyrwało się Louisowi
Wszyscy stali jak oniemiali. To normalne, że bezdomni pałętają się na ulicach. Najgorsze jest to, że tego plebsu do końca nie można wyeliminować. Dlaczego?
Jako pierwszy do porządku przywołał się Liam. Podszedł do tej osoby i odkrył jej koc. Była to jakaś kobieta. Nie mogłem stwierdzić ile ma lat, przez jej zabrudzoną twarz. Stare ubrania zakrywały jej ciało a od niej samej unosił się nieprzyjemny zapach.
- Wszystko w porządku?- zapytał zmartwiony Liam
- Zostaw mnie.- syknęła a jej oczy wyrażały strach
- Uważaj, bo jeszcze cie oskubie i nawet nie będziesz wiedział kiedy. - uśmiechnąłem się kpiąco.
Liam zignorował moją uwagę i odwrócił się z powrotem do bezdomnej. Idiota.
- Potrzebujesz czegoś, jakiegoś koca czy coś?- odezwał się Zayn, który nagle odnalazł język w gębie. Aha kółko dobroczyńców nam się powiększa. Jak oni mogą być tacy naiwni? Od razu widać, że chce nas okraść. W sumie to nawet kijem bym jej nie tknął. No ale cóż widać, że brakowało im heroizmu.
- Nic mi nie trzeba. Spadajcie stąd.- obrzuciła nas złowrogim spojrzeniem
- Posłuchaj. Chcemy ci pomóc. - Niall posłał kobiecie pokrzepiający uśmiech
-Whoaw. Dobra spadam z tego kółka misjonarskiego. Jak nie chce pomocy to odwalcie się od niej. Ja stąd idę.- rzuciłem na odchodne i skierowałem się w stronę latarni
Co za debile. Jak można być tak bezmyślnym? Najwidoczniej muszą się sami przekonać, jacy są ludzie z ulicy. Ja w prawdzie ich nie znałem, ale na pewno nie można im ufać. Za to ci idioci sami chcą się o tym przekonać. Spoglądałem na ulicę, którą szliśmy. Była pusta. Co jakiś czas przejeżdżał samochód.
Usłyszałem hałas. Spojrzałem w stronę uliczki i zobaczyłem wyłaniającą się z niej pozostałą czwórkę. Wszyscy mieli spuszczone głowy i szeptali coś do siebie.
- Co nie podziałał na nią wasz urok osobisty?- zadrwiłem
-Przymknij się Harry.- Zayn zmierzył mnie wzrokiem
Ruszyliśmy przed siebie. Gdy byliśmy w połowie, by skręcić w następną ulicę, usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk kobiety. Chłopaki ruszyli biegiem a ja zwartym krokiem ruszyłem za nimi. Kiedy dotarłem na miejsce, Zayn i Louis okładali jakiś typów a Liam z Niallem pochylali się nad kobietą, którą niedawno mijaliśmy. Mężczyźni, którzy napadli na nią podnosili się powoli na nogi. Zerknęli w naszą stronę i zaczęli wycofywać się w głąb bloków. Rzuciłem okiem na kobietę. Oprócz ubrań, które teraz były doszczętnie zniszczone, gdzie nie gdzie sączyła się świeża krew.
- Musimy ją zabrać do szpitala. Jest ranna.- Zayn podniósł bezwładne ciało kobiety.
- Szpital. Nie, proszę. Nic mi nie jest, naprawdę.- kobieta wyszeptała kilka słów, patrząc się na nas przerażonym wzrokiem
- Czy was wszystkich do końca już porąbało?- warknąłem
- Harry uspokój się. Chcemy jej tylko pomóc, jeśli zostanie tu na noc, to być może wykrwawi się na śmierć! Uwierz mi a nie chcę jej mieć na sumieniu! Nie wiem jak ty!- ostatnie słowa Niall wykrzyczał mi prosto w twarz
- Jak mam być spokojny! Chcecie ją zabrać ze sobą a nie pomyśleliście, co z tego wyniknie?- zapytałem zirytowany z trudem, łapiąc oddech- Dobra jak chcecie, ale nie chce mieć z tym nic wspólnego!
- Świetnie. Lou zadzwoń po Marka. Musimy się stąd jakoś zabrać. - rzucił zmęczonym głosem Liam
- Jasne. - Lou wyciągnął telefon i wykręcił numer
Zerknąłem na Malika. Bezdomna leżała w ramionach Zayna a po jej ciele przechodziły dreszcze. Nie odzywała się do nas słowem. Za to jej spojrzenie było przesycone panicznym strachem. Bała się nas. Może i słusznie. Ciekawe co to banda debili jeszcze wymyśli.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos samochodu. Wyjechał z sąsiedniej ulicy i zmierzał w nasza stronę. Kiedy znalazł się obok nas, pospiesznie wsiadłem na miejsce z przodu. Nie miałem zamiaru siedzieć obok niej. Niedoczekanie.
Wszyscy zapakowali się do pojazdu a on ruszył z piskiem opon. Mark spojrzał na mnie z wielkim znakiem zapytania wymalowanym na twarzy. Pokiwałem przecząco głową i odwróciłem się w stronę szyby.
- Słuchajcie. Kto może ją przenocować? Tak właściwie to jak się pani nazywa?- nie odpowiedziała- Więc?- Liam podniósł brwi, zerkając na nas po kolei.
- Louis?
- Stary nie mogę. El mnie zabije jak wprowadzę jakąkolwiek kobietę do domu. Wiesz jaka jest. - jęknął zrozpaczony
- No dobra, a ty Niall?- spojrzał na blondyna
-Wykluczone. Moi rodzice są w domu. To nie możliwe.- wykręcał się Irlandczyk
- Zayn?
- Nie wiem czy Perrie się zgodzi, przyjąć kogoś obcego pod dach? Ty nie możesz?- spojrzał na Liama
- Nie, Nie mogę, bo Sophia zabroniła zapraszać do domu kogokolwiek z zewnątrz, po naszej ostatniej imprezie.- prychnąłem na to wspomnienie.To była dość tłoczna impreza, która skończyła się, no cóż burdelem w domu Daddiego.- Może ty Harry, przecież z nikim nie mieszkasz.- uśmiechnął się do mnie przebiegle
- Powaliło cie już do końca! Nie wezmę tej szmaty pod swój dach!- zgromił mnie spojrzeniem, na co przewróciłem oczami i odwróciłem się do nich tyłem
- Dobra. Uspokój się. - oznajmił Liam
- Okej, jak nikt nie chce jej wziąć, to zabiorę ją do siebie. Wytłumaczę to jakoś Perrie.- zaofiarował się mulat. Panie i panowie bohater dzisiejszego dnia.
- No to uzgodnione. Wysiądziesz z Malikiem. Tym chłopakiem w czarnych włosach- poinstruował kobietę a ta obdarzyła go smutnym spojrzeniem. Malik głęboko westchnął.
Gdy przejeżdżaliśmy koło Rose Street, nakazałem Markowi, aby się zatrzymał. Wyszedłem z samochodu i zamknąłem drzwi. Pochyliłem się jeszcze nad oknem i rzuciłem w stronę Zayna:
-Tylko uważaj na nią.- uśmiechnąłem się ironicznie i ruszyłem w stronę mojego domu.
Noc była mroźna. Na ulicy panowała zupełna cisza. Schowałem ręce do kieszeni, bo ujemna temperatura zaczęła mi doskwierać. Szedłem zwartym krokiem, chcąc jak najszybciej dostać się do domu.
Gdy skręciłem w moją ulicę, wszystkie światła zgasły. Spojrzałem na mój dom, koło niego kręcili się fotoreporterzy. Cudownie, jeszcze ich mi do życia potrzeba. Przyśpieszyłem kroku, zwracając na siebie uwagę. Ruszyli w moją stronę i w ułamku sekundy znaleźli się obok mnie. Zadawali mi wiele krępujących pytań.
- Spieprzajcie stąd. Nic wam nie powiem.- burknąłem, przepychając się między nimi
Gonili mnie, aż do wejścia willi. Kiedy zamknąłem drzwi, odetchnąłem z ulgą. Nareszcie w domu.
Ruszyłem w stronę mojego salonu. Podszedłem do barku i wyciągnąłem z niej szkocką. Wróciłem się do kanapy. Sięgnąłem po stojącą na stoliku szklankę i nalałem sobie whisky. Przechyliłem jej zawartość i ponownie ją napełniłem. Podniosłem szklankę do ust.
- Tęskniłaś? - uśmiechnąłem się i opróżniłem ją do dna. Potem następne, aż straciłem rachubę i zapadłem w głęboki sen.
**Zayn**
W samochodzie zostałem ja, Mark i ta biedna kobieta. Bardzo jej współczułem. Widać, że bardzo dużo przeszła a z pewnością więcej niż każdy z nas. Nie rozumiałem Harry'ego. Jak można być takim dupkiem? Nie zawsze taki był. Kiedyś uwielbiał i adorował każdą kobietę spotkaną na ulicy. Teraz, to nie ten sam człowiek. Od dwóch lat zmienił się diametralnie...
Przez całą drogę jechaliśmy w ciszy. Nieznajoma czasami spoglądała w moja stronę, jednak nie odzywała się słowem. Wcześniej w jej oczach można było dostrzec przerażenie i złość. Teraz malował się w nich strach. Wyjrzałem za okno. Rozpoznałem ulicę i przeraziłem się. Zaraz będziemy na miejscu.
Samochód wjechał na podjazd, na co wziąłem gwałtowny wdech. Boję się reakcji Perrie. Za pewne będzie mi wypominać, że znów dałem się wkręcić chłopakom. Jednak ma złote serce i może nie będzie mi robić wyrzutów. Mark się zatrzymał i obdarzył mnie współczującym spojrzeniem. On również wiedział, co zaraz się wydarzy. Zwróciłem się w stronę bezdomnej. Patrzyła na mnie wyczekująco, domagając się wyjaśnień.
Przez całą drogę jechaliśmy w ciszy. Nieznajoma czasami spoglądała w moja stronę, jednak nie odzywała się słowem. Wcześniej w jej oczach można było dostrzec przerażenie i złość. Teraz malował się w nich strach. Wyjrzałem za okno. Rozpoznałem ulicę i przeraziłem się. Zaraz będziemy na miejscu.
Samochód wjechał na podjazd, na co wziąłem gwałtowny wdech. Boję się reakcji Perrie. Za pewne będzie mi wypominać, że znów dałem się wkręcić chłopakom. Jednak ma złote serce i może nie będzie mi robić wyrzutów. Mark się zatrzymał i obdarzył mnie współczującym spojrzeniem. On również wiedział, co zaraz się wydarzy. Zwróciłem się w stronę bezdomnej. Patrzyła na mnie wyczekująco, domagając się wyjaśnień.
-Jesteśmy na miejscu.- uśmiechnąłem się do niej blado, po czym wysiadłem z samochodu.
*********************************************************************************
No dobra no to mamy drugi rozdział. Przepraszam was bardzo mocno, że nie pojawił się w piątek ale w ostatniej chwili zmieniłam bieg zdarzeń. Ogólnie z tego rozdziału jestem średnio zadowolona, jednak to wam pozostawię opinie. Mam nadzieję, że poprawię się w następnych rozdziałach. :/ Proszę was o komentarze tutaj, bo to daje mi potężnego kopa do pisania. Następny pojawi się w prawidłowym terminie, więc do piątku. Martha